List otwarty do PZS

Zakopane. dn. 28.09.2012 r. 

List otwarty do Polskiego Związku Snowboardu

 

Szanowni Państwo, członkowie Zarządu, Trenerzy,

przesyłam link do artykułu, który napisałem i opublikowałem w Internecie.  
Być może ten smutny w swej wymowie artykuł zmusi Państwa do refleksji, może spowoduje, że przynajmniej zastanowicie się Państwo nad swoim działaniem. Na refleksję i wnioski nigdy nie jest za późno.

Państwa milczenie na zadawane przeze mnie liczne pytania odbieram jako Państwa brak merytorycznych argumentów. Jeśli to ja się mylę, bardzo chętnie wysłucham Państwa uzasadnienia. Co więcej, jeśli chcielibyście się Państwo w jakikolwiek sposób ustosunkować do mojego tekstu, na pewno chętnie wysłucham i opublikuję Państwa kontrargumenty. Opublikuję je na stronie www.snowplanet.pl oraz na portalu społecznościowym www.facebook.com. Tym samym stwarzam Państwu możliwość zabrania głosu i odniesienie się do poruszanych przeze mnie tematów.

Tak jak napisałem w tekście, jako trener II klasy w dyscyplinie snowboard, osoba, która studiowała m.in. teorię sportu, podstawy ekonomii, pragmatyzm amerykański, racjonalne zarządzanie, teorie systemów politycznych, itd.uważam, iż opisane w moim artykule działania PZS za całkowicie sprzeczne z aktualną wiedzą naukową, nie tylko w odniesieniu do teorii sportu, ale również sprzeczne z teorią racjonalizmu w ekonomii, zarządzaniu itd.

Oczywiście o wszystko można się spierać na sali sądowej (w czym Polski Związek Snowboardu się lubuje, a co ja osobiście postrzegam jako merytoryczną słabość PZS), całymi latami, co jest zwyczajnie żenujące - ja proponuję odrzucenie uprzedzeń i dyskusję na argumenty. Czy nie zauważacie Państwo, że PZS jest instytucją całkowicie zamkniętą na zwykłych ludzi? Przejawia się to choćby brakiem jakichkolwiek dokumentów do pobrania na stronie PZS, brakiem dostępności do jakichkolwiek regulaminów, wytycznych, druków, itd. Oczywiście, wszystko można ukryć, ale dlaczegoż to ludzie nie mieliby poczytać regulaminów na stronie PZS? Dlaczego nie mogą zapoznać się z regulaminem licencyjnym, dyscyplinarnym, dlaczego nie publikuje się kryteriów powołania do kadr narodowych, rankingów? Przecież wówczas zasady byłyby jasne i ogólnodostępne. Tak jednak w PZS nie jest. Wszystkie urzędy i instytucje powinny być otwarte na ludzi, szanować ich czas. Mój czas uzyskania formularza licencyjnego (wniosek licencji klubowej) wyniósł kilka miesięcy. Zgadzam się, moglem się o niego dobijać bardziej intensywnie, może kilka maili to mało. Te druki powinny być na stronie www.pzsnow.com, rozumiem to ja, rozumieją to zwykli ludzie z ulicy, powinniście to rozumieć również Państwo - sami przecież pobieracie z pewnością różnorakie druki i formularze ze stron www różnych urzędów. To się nazywa empatia. Również o tym napisałem krótki tekst satyryczny, z pozycji zwykłego obywatela. Co ja bym zrobił, gdyby ktoś napisał tak pod moim adresem? Zamieściłbym formularze tego samego dnia lub najpóźniej nazajutrz. Co zrobi PZS? Tego nie wiem.

Poza tym liczba sporów na drodze sądowej, liczba próśb o interwencję w Ministerstwie Sportu pokazuje dobitnie, że PZS jest bardzo mocno skonfliktowany z klubami sportowymi, zawodnikami, trenerami, a nawet Zarządem Głównym Akademickiego Związku Sportowego. Również ten aspekt polecam przemyśleć. Czy uważacie Państwo, że tak powinno być?  

W przypadku sporu na drodze sądowej nie mam najmniejszych wątpliwości, że moja argumentacja jest nie do podważenia, z czego przypuszczalnie zdajecie sobie Państwo sprawę. Nawet jeśli uznacie Państwo moje argumenty za całkowicie chybione, chętnie tego wysłucham i jestem gotów, jako zwolennik szkoły sceptycyzmu i kartezjańskiego kwestionowania wszelkich pewników, poddać krytycznej ocenie moje własne rozumowanie. Jestem gotów przyjąć do wiadomości, że się mylę. Co więcej, bardzo chciałbym to usłyszeć i móc się do tego ustosunkować.

Przecież przyznając się do pomyłki przyznajemy jednocześnie, że właśnie staliśmy się mądrzejsi. A ja bardzo chciałbym dowiedzieć się, że jestem mądrzejszy niż byłem jeszcze kilka dni temu.
Ja piszę to także w odniesieniu do własnej osoby: na pewno jeśli przedstawicie mi Państwo logiczne argumenty uzasadniające taką a nie inną koncepcję szkolenia PZS (w kontekście EYOWF), przemyślę to sobie i jestem gotów nawet zaakceptować.

Jednakże w oparciu o aktualną wiedzę naukową, podstawy teorii sportu, ekonomii, zarządzania itd. zwyczajnie nie mogę zaakceptować rozwiązań szkodliwych, wręcz absurdalnych i nielogicznych, prowadzących do nieracjonalnego wydawania budżetowych funduszy. Przecież planowanie szkolenia jawnie sprzecznego z podstawami teorii treningu sportowego (złamanie zasad ciągłości, spójności itd.) jest przejawem niekompetencji, jest sprzeczne z zasadami racjonalizacji i optymalizacji - wszelkie działania powinny bowiem prowadzić do uzyskania możliwie jak najlepszego efektu. Ja w swojej publikacji twierdzę, że tak nie jest. Ponadto muszę dodać, iż nie akceptuję Państwa podejścia do klubów sportowych, trenerów i zawodników. Piszę to nie tylko jako trener, ale jako obywatel tego kraju, w którym obowiązkiem każdego jest zwalczanie absurdów i sprzeciwianie się sytuacjom takim jak te, które opisałem,

z wyrazami szacunku,

Trener snowboardu KS AZS w Zakopanem
Trener snowboardu w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Zakopanem (SMS Zakopane)
Autor relacji z podróży (www.outland.pl)
 
2012-09-30 Moja propozycja: na pewno przy Ministerstwie Sportu czy też przy PKOL jest jakiś teoretyk, a nawet kilku, specjalista od teorii sportu, tworzenia sensownych planów szkoleniowych - czy moglibyśmy prosić taką osobę o opinię/ekpertyzę w opisanej sprawie (przygotowania do EYOWF)?
A może ten list przeczyta jakiś niezależny ekspert i się wypowie merytorycznie? Opinie można przysyłać na adres e-mail: snowplanet (at) snowplanet.pl 
 
2012-09-30 Bardzo proszę Polski Związek Snowboardu o udzielenie odpowiedzi merytorycznej lub nie udzielenie jej wcale. Proszę nie tracić czasu na uzasadnienia sprowadzające się np. do zdyskredytowania mojej osoby na tle jakichś zdarzeń nie mających związku z planowaniem procesu szkoleniowego.
 
2012-09-30 Powyżej napisałem: "W przypadku sporu na drodze sądowej nie mam najmniejszych wątpliwości, że moja argumentacja jest nie do podważenia, z czego przypuszczalnie zdajecie sobie Państwo sprawę. Nawet jeśli uznacie Państwo moje argumenty za całkowicie chybione, chętnie tego wysłucham i jestem gotów, jako zwolennik szkoły sceptycyzmu i kartezjańskiego kwestionowania wszelkich pewników, poddać krytycznej ocenie moje własne rozumowanie."
Chyba jako pierwszy zauważyłem, że w zdaniu tym jest oczywista sprzeczność wewnętrzna. Przyznaję się do błędu w logicznym rozumowaniu.